Refleksja

Wykluczenie przez konstrukcję pomocy – esej o tragedii z Poznania

Esej o tragedii z Poznania, luce między świadczeniem a wsparciem oraz o systemie, który odbiera autonomię, a zostawia odpowiedzialność.

To tekst o luce między istnieniem systemu a realnym doświadczeniem rodzin, które żyją w jego środku. O tym, jak łatwo pomylić świadczenie ze wsparciem, formalną opiekę z bezpieczeństwem, a instytucjonalną obecność z prawdziwą relacją.

Piszę go po tragedii z Poznania, ale nie jako komentarz do jednostkowego dramatu. Bardziej jako próbę nazwania mechanizmu, który dla wielu osób spoza tego doświadczenia wciąż pozostaje niewidzialny.

8 listopada 2025

Zabieram głos w sprawie oświadczenia Stowarzyszenie Żurawinka dotyczącego tragedii z Poznania. Robię to nie z emocji, lecz z poczucia odpowiedzialności - by spróbować opisać przepaść, która wciąż dzieli dwa światy: osób z niepełnosprawnościami i tych, których ten temat nie dotyczy.

Jako rodzic dzieci z niepełnosprawnościami widzę w takich wydarzeniach echo własnej przyszłości. A jednocześnie - jako osoba analityczna, osadzona w literaturze - wiem, że to nie musi być czyjakolwiek przyszłość. Ta podwójna perspektywa emocjonalna i racjonalna pokazuje, jak bardzo brakuje w Polsce wspólnego języka. Dlatego dla większości społeczeństwa rzeczywistość opiekunów pozostaje abstrakcyjna, więc tragedie tego typu zawsze będą zaskakiwać.

A nie powinny.

Bo z naukowego i praktycznego punktu widzenia wiadomo, co trzeba robić i czego unikać, by takim sytuacjom zapobiec. Problem w tym, że po stronie decydentów - zarówno politycznej, jak i eksperckiej - widać podwójne odcięcie: ludzkie i merytoryczne. Brak rozumienia doświadczenia rodzin idzie w parze z brakiem znajomości literatury o opiece, autonomii i kryzysie.

To nie komentarz moralny, tylko analiza tego, co systemowo doprowadziło do tragedii. To próba pokazania, że ciąg wydarzeń, który doprowadził do tragedii, był logiczny i możliwy do przewidzenia, jeśli spojrzeć na to z perspektywy psychologii i systemu, a nie emocji - bo wtedy to, co wydaje się irracjonalne, okazuje się przewidywalne.

Psychologiczny wymiar sytuacji

Badania nad obciążeniem osób, które opiekują się dorosłymi bliskimi z niepełnosprawnościami, pokazują, że największym zagrożeniem nie jest sama liczba obowiązków, lecz brak wyboru i wpływu na własną sytuację [1]. Poczucie bezsilności i przymusu opieki zwiększa ryzyko załamania, wypalenia i stanów depresyjnych [1]. Psychologicznie to moment, w którym człowiek traci poczucie sensu i wpływu, choć nadal czuje ogromną odpowiedzialność. Autonomia (możliwość wyboru i współdecydowania) jest podstawową potrzebą psychiczną. Kiedy zostaje odebrana, spada zarówno motywacja, jak i poczucie dobrostanu [2].

Można to uprościć takim wzorem:

  • brak wyboru → utrata autonomii
  • utrata autonomii → spadek motywacji i dobrostanu

Badania nad regulacją stanów afektywnych (potocznie nazywanych emocjami) potwierdzają, że stała presja i brak wsparcia prowadzą do przeciążenia i utraty sprawstwa [3]. To stan, w którym człowiek nadal czuje się odpowiedzialny, ale już niczego nie może zmienić.

Ojciec z Poznania - jak wynika z oświadczenia - wiedział, że dom pomocy społecznej nie zapewni synowi takiej opieki, jaką on dawał. To była sytuacja, w której system pozbawił go wpływu, ale zostawił odpowiedzialność. Z punktu widzenia psychologii taki splot jest momentem krytycznym, przewidywalnym punktem pęknięcia, gdy zabrakło wsparcia opartego na autonomii.

Badania nad dramatami opiekunów pokazują, że takie czyny nie wynikają z braku miłości, ale z jej zniekształcenia w warunkach skrajnego przeciążenia. Autorzy badań nad tzw. homicide-suicide wśród opiekunów opisują to jako moment, gdy opieka przekształca się w akt rozpaczy - próbę zakończenia cierpienia tam, gdzie system zawiódł [4]. „Akt miłości” stał się desperacką próbą odzyskania wpływu w sytuacji, w której nie pozostało już żadne inne wyjście.

Kontekst systemowy i błędna percepcja społeczna

W oświadczeniu Stowarzyszenia „Żurawinka” znalazło się zdanie, że „rodzina była zaopiekowana przez MOPR, miała kontakt z opiekunem, który był kimś więcej niż asystentem - przyjacielem”. W języku urzędowym oznacza to, że system formalnie działał. W języku psychologicznym - że realne wsparcie pojawiło się tylko tam, gdzie człowiek przekroczył ramy instytucji.

Badania nad pomocą instytucjonalną pokazują, że prawdziwe wsparcie nie polega na liczbie świadczeń, lecz na możliwości zachowania autonomii i kontroli nad własnym życiem [5]. System usługowy opiera się na procedurach, nie na relacjach - więc nawet gdy „wszystko działa”, człowiek pozostaje w poczuciu opuszczenia.

Dla większości społeczeństwa takie tragedie wydają się irracjonalne. Ulegamy zniekształceniu poznawczemu: jeśli system pomaga, to zło musi wynikać z indywidualnej słabości. Psychologia nazywa to „efektem sprawiedliwego świata” - skłonnością do wiary, że cierpienie zawsze ma osobistą przyczynę [6]. Nasza potrzeba „uporządkowania” świata sprawia, że społeczeństwo przyjmuje narrację, w której opieka urzędowa staje się synonimem pomocy - nawet jeśli w praktyce oznacza utratę wpływu.

Nie dostrzegamy w tym źródła problemu. Zatem w tym schemacie „opieka” równa się „pomoc”, a „świadczenie” równa się „wsparcie”. Gdy w rzeczywistości jedno i drugie często oznacza utrzymanie status quo, tj. system nie poprawia sytuacji, tylko ją konserwuje. Badania pokazują, że im bardziej pomoc jest sformalizowana, tym mniej zwiększa poczucie sprawstwa u osoby zależnej i jej rodziny [5]. Innymi słowy nie brak pomocy jest tu najgroźniejszy, lecz jej forma: pomoc, która pozbawia człowieka głosu.

Co ujawnia oświadczenie - z perspektywy spoza „bańki” opiekunów osób z niepełnosprawnością

To tekst napisany z bólu, ale utrzymany w języku instytucji: „zaopiekowani”, „program wsparcia”, „teleopieka”, „zabezpieczona w domu pomocy społecznej”. A jednak między wierszami widać coś innego: system wsparcia nie był w stanie utrzymać relacji znaczącej, jedynie relację usługową.

Zdanie, że opiekun z MOPR był „kimś więcej niż asystentem, przyjacielem”, pokazuje, że skuteczność wsparcia zależała nie od procedur, lecz od jakości ludzkiego kontaktu - tego, czego system nie potrafi zagwarantować. To pokazuje, że nawet tam, gdzie pojawia się człowieczeństwo, system nie potrafi go podtrzymać. Jest zbudowany tak, że dobre intencje jednostek łagodzą skutki jego wad, ale nigdy ich nie naprawiają.

W modelu rekomendowanym przez WHO [7] oraz Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami [8] taka więź powinna być normą, nie wyjątkiem. Jeśli w Polsce „przyjazny opiekun” wciąż jest zjawiskiem nadzwyczajnym, to znaczy, że człowieczeństwo w systemie stało się formą instytucjonalnego nieposłuszeństwa.

Brak podmiotowości, wielokrotnie opisywany w badaniach nad rodzicami dorosłych osób z głęboką niepełnosprawnością [9], prowadzi do wypalenia egzystencjalnego, utraty poczucia znaczenia własnej roli i wpływu na los najbliższych. Do poczucia, że „państwo zabiera mi sens mojego życia” i narzuca inną rolę: rodzica-instytucję. Rodzicielstwo, które miało być relacją, staje się obowiązkiem bez granic. To wymuszone „totalne rodzicielstwo” działa jak instytucja zachłanna [9a]: pochłania całego człowieka, bo nikt inny nie chce uczestniczyć w tym ciężarze. Dopóki społeczne i instytucjonalne struktury nie zaczną realnie współdzielić opieki i decyzji, takie sytuacje będą się powtarzać, z tą samą przewidywalną konsekwencją.

Dlaczego większość społeczeństwa tego nie rozumie

W potocznym myśleniu „opieka” kojarzy się z bezpieczeństwem, choć w praktyce systemowej często oznacza utratę wpływu i zależność. Nie dostrzega się, że dla wielu rodzin system oznacza konieczność oddania bliskiej osoby w miejsce, gdzie człowiek staje się procedurą.

Brak kontaktu z rzeczywistością życia osób z niepełnosprawnościami powoduje tzw. lukę empatii - różnicę między stanem poznawczym osoby oceniającej a stanem osoby w sytuacji emocjonalnie intensywnej. Badania pokazują, że osoby w tzw. „zimnym” stanie emocjonalnym systematycznie nie doszacowują wpływu silnych emocji i stanów afektywnych na zachowanie innych ludzi [10]. W efekcie ich interpretacje są z konieczności zniekształcone: wydają się „racjonalne”, ale ignorują wpływ lęku, bólu czy desperacji na decyzje człowieka. To sprawia, że tragedie rodzin osób z niepełnosprawnościami są postrzegane jako irracjonalne, choć z perspektywy psychologicznej są przewidywalne.

Jak pokazują Głąb i Kocejko [11], w polskiej polityce wobec niepełnosprawności działa mechanizm okrutnego optymizmu: przekonanie, że dzięki wysiłkowi jednostki i systemowemu wsparciu możliwa jest pełna samodzielność. W praktyce jednak ta obietnica samowystarczalności staje się źródłem napięcia: kto nie spełnia jej warunków, zostaje uznany za „niesamodzielnego” i traci prawo do wpływu.

W moim doświadczeniu pomoc w Polsce działa właśnie w ten sposób: jak klatka wyściełana troską. System obiecuje troskę („zadbamy o ciebie”), lecz jednocześnie wyznacza granice, w jakich wolno z niej korzystać, utrzymując cię w roli, z której nie da się wyjść bez utraty wsparcia.

Strukturalne źródło kryzysu: mylenie pojęć

Ta tragedia powinna być punktem wyjścia do rozmowy o tym, że w Polsce wciąż mylimy „świadczenia” z „wsparciem”, a „opiekuńczość” z „kontrolą instytucjonalną”. Świadczenie to transfer - wsparcie to relacja i proces. W opiece chodzi o troskę, w kontroli instytucjonalnej o utrzymanie władzy nad tym, komu się pomaga.

Jak pokazuje Barclay [12], paternalizm instytucjonalny, nawet gdy wynika z troski, narusza zasadę tzw. wyrażonego szacunku (expressive respect) wobec osób z niepełnosprawnościami. Wsparcie zamienia się wtedy w kontrolę, a troska w narzędzie władzy. System, który deklaruje ochronę, w praktyce ogranicza podmiotowość.

W efekcie system działa jak maszyna do odhaczania obowiązków, nie jak sieć bezpieczeństwa. Dlatego nawet gdy „wszystko formalnie działało”, rodzina w Poznaniu pozostawała faktycznie sama, uwięziona między lojalnością wobec syna a lojalnością wobec instytucji, która miała pomóc, ale odbierała sens.

Zakończenie

Tragedia z Poznania nie wydarzyła się w próżni. To nie był „wypadek losowy” ani jednostkowy dramat, lecz przewidywalny efekt systemu, który wciąż myli świadczenia z realnym wsparciem, a opiekuńczość z kontrolą. Z punktu widzenia psychologii i danych empirycznych moment krytyczny można było rozpoznać wcześniej. Nie zabrakło pomocy, zabrakło autonomii, czyli tego, co pozwala człowiekowi zachować wpływ i sens działania nawet w granicznych warunkach.

System, który odbiera decyzję, a zostawia odpowiedzialność, tworzy warunki do rozpaczy, nie do pomocy. To, co dla rodzica jest ostatnim aktem miłości, z punktu widzenia nauki jest aktem desperacji w warunkach strukturalnej beznadziei: gdy system odbiera wpływ, ale zostawia odpowiedzialność. To nie usprawiedliwia, ale tłumaczy - i właśnie w tym „tłumaczeniu” tkwi obowiązek państwa i ekspertów.

Bo każde kolejne milczenie i każda pozorna reforma przybliża nas do powtórzenia tego samego scenariusza - tylko z innymi nazwiskami. Jeśli naprawdę chcemy uniknąć takich tragedii, trzeba przestać reformować system „opieki” od góry. Trzeba go zbudować od osoby, nie od instytucji: z przestrzenią na decyzję, współodpowiedzialność i podmiotowość. Wtedy przestaniemy reagować na skutki, bo zaczniemy rozumieć przyczyny.

Źródła

[1] Adelman, R. D., Tmanova, L. L., Delgado, D., Dion, S., & Lachs, M. S. (2014). Caregiver burden: a clinical review. JAMA.
[2] Deci, E. L., & Ryan, R. M. (2000). The “What” and “Why” of Goal Pursuits: Human Needs and the Self-Determination of Behavior. Psychological Inquiry.
[3] Roth, G., Vansteenkiste, M., & Ryan, R. M. (2019). Integrative emotion regulation: Process and development from a self-determination theory perspective. Development and Psychopathology.
[4] Bourget, D., Gagné, P., & Whitehurst, L. (2010). From Caring to Killing: A Typology of Homicides and Homicide-Suicides Perpetrated by Caregivers. Journal of the American Academy of Psychiatry and the Law.
[5] European Expert Group on the Transition from Institutional to Community-based Care (EEG). (2012, reprint 2020). Common European Guidelines on the Transition from Institutional to Community-based Care. Brussels: European Commission.
[6] Lerner, M. J. (1980). The Belief in a Just World: A Fundamental Delusion. New York: Springer.
[7] World Health Organization. (2021). World Report on Disability and Rehabilitation: Community-Based Inclusive Development. Geneva: World Health Organization.
[8] United Nations Committee on the Rights of Persons with Disabilities. (2017). General Comment No. 5 on living independently and being included in the community (Article 19, CRPD). Geneva: United Nations.
[9] Todd, S., & Shearn, J. (1996). Struggles with time: The careers of parents with adult sons and daughters with learning disabilities. Disability & Society.
[9a] Coser, L. A. (1974). Greedy Institutions: Patterns of Undivided Commitment.
[10] Loewenstein, G. (2005). Hot-cold empathy gaps and medical decision making. Health Psychology, 24(4 Suppl.).
[11] Głąb, A., & Kocejko, M. (2021). Polityka wobec niepełnosprawności w Polsce w perspektywie okrutnego optymizmu. [oprac. własne na podstawie interpretacji autorów].
[12] Barclay, L. (2024). Paternalism, Supported Decision-Making, and Expressive Respect. Journal of Ethics and Social Philosophy, 27(1).