ja
hej mózg, pamiętasz panią Podręcznik?
mozg
🤨 oczywiście. To ta, co była święcie przekonana, że emocje działają jak wzory w podręczniku.
ja
jakie wzory?
mozg
klasyka „terapii dla autyzmu”: „smutek – pojawia się, gdy coś tracisz, jego funkcja to…”, „złość – gdy ktoś narusza twoje granice, jej funkcja to…”, ćwiczenia – „zaznacz, które emocje czujesz w tej sytuacji”.”
A kiedy mówiłaś: „nic, po prostu nic” – słyszałaś: „to niemożliwe, zawsze coś czujesz – spróbuj nazwać”. Czyli twój shutdown był traktowany jak błąd w systemie.”
ja
a my?
mozg
my jej tłumaczymy: „halo, u nas to układ kartezjański. Przyjemne/nieprzyjemne × wysokie/niskie. Współrzędne, nie definicje z książki”.
Ona: „Nie, nie, bez nazwy emocji nie ma regulacji!””
ja
i co się stało?
mozg
zaadaptowaliśmy się. Wyuczyłaś kryteria jak tabliczki mnożenia: „Smutek = funkcja taka. Złość = funkcja taka.” A dla świętego spokoju dorzuciłaś jeszcze etykiety emocji w kwadrantach. Egzamin zdany. Potem doczytaliśmy, że to się nazywa Russell’s Circumplex Model of Affect (1980) – i że w internecie są gotowe schematy do ćwiczeń.”
Albo jak kto woli: kolejny level w grze „Zgadnij emocję” 🎮. Tyle że życia tym nie odblokowało.”
ja
czyli efekt w życiu?
mozg
Zero poprawy. Nadal czułaś się jak bateria na czerwonym – tylko sprawdzałaś, czy zostało 2% czy już 1%. Bo realnie liczyło się to, czy masz 2/10 czy 3/10 energii, a nie czy to się nazywa „smutek” czy „złość”.
ja
a pani Podręcznik?
mozg
ach, rosnący uśmiech na twarzy przy każdym kolejnym „opanowanym wzorze”. Ona odetchnęła z dumą, że „odniosła sukces”, a ty wracałaś do domu wyczerpana jak po maratonie – z poczuciem straty i pytaniem, czy to przypadkiem ty nie jesteś zepsuta.”
I coraz pewniej powtarzała: „nie będę was zmieniać, jeśli coś wam służy, to dobrze”. Tylko że jej NT-intuicja cały czas próbowała nas zmieniać – bo jak to możliwe, że ktoś działa inaczej niż w podręczniku?”
ja
a teraz, porównaj z obecną terapeutką.
mozg
przepaść.
Zero podręczników, zero testów. Ona mówi: „nie widzę twojego mózgu jako zepsutego, tylko innego – i moim zadaniem jest go zrozumieć, a nie walczyć z nim”.
I faktycznie tak robi:
- patrzy na energię: „Masz 2/10, teraz +1 – czyli możesz bezpiecznie na rower”.
- zadaje pytania tak proste, że aż rewolucyjne: „Jak to działa u ciebie?”, „Jak twój mózg sam to rozwiązuje?”, „Jak możesz stworzyć przestrzeń, która ci służy?”.
- nie ciągnie cię w dół, nie udowadnia, że musisz coś „czuć bardziej”.
Efekt? +1 energii po sesji, brak frustracji, brak dysregulacji. To jak różnica między rowerem z piaskiem w łańcuchu a rowerem świeżo naoliwionym – niby to samo narzędzie, a jazda zupełnie inna.
Puenta
To jest rewolucja. Wcześniej tylko o tym czytałam, a teraz czuję to na sobie – i nadal mam niedowierzanie w oczach. Życzę sobie (i innym) takich terapeutów w Polsce.
Zbieżność osób i historii zupełnie przypadkowa.