Nieporozumienie poznawcze, które torpeduje każdą próbę wsparcia
Zderzenie stylów poznawczych.
Mój mózg: potrzebuje spójności, struktury, logiki, ram.
Terapia: oferuje emocje, współodczuwanie, intuicję.
Rezultat: chaos. Opór. Przeciążenie.
Po każdej sesji: frustracja, złość na siebie, poczucie winy.
Nie odrzucam terapii z braku chęci.
Odrzuca ją mój system nerwowy.
Bo kiedy proszę o strukturę - dostaję metaforę.
Kiedy pytam o plan - słyszę: „co czujesz, gdy o tym mówisz?”.
A ja czuję… że się rozpadam.
Nie mogę nie potrzebować wsparcia.
Bo nadal mam triggery.
Bo dzieci są wymagające emocjonalnie i poznawczo.
Ale sposób, w jaki oferuje się mi pomoc - pogłębia kryzys, zamiast go łagodzić.
To nie jest „trudność w otwieraniu się”.
To nie jest „brak gotowości do kontaktu emocjonalnego”.
To ontologiczna rozbieżność.
Nie chodzi o emocje - chodzi o architekturę myślenia.
I ja po prostu nie jestem zbudowana z tego samego betonu, co system terapeutyczny.
Chcę się nie rozpaść
To już wystarczająco dużo.
Bo „rozpaść się” znaczy dla mnie:
- utracić spójność poznawczą,
- przestać odróżniać analizę od paniki,
- zgubić granicę między tym, co naprawdę czuję, a tym, czego się ode mnie oczekuje,
- wyjść z sesji z bólem w ciele i agresją do siebie,
- spędzić godziny na rekonstrukcji sensu, żeby w ogóle odzyskać ciągłość świadomości.
Nie potrzebuję „otwierania się”, „naprawiania” ani gotowych rozwiązań.
Potrzebuję ram i odbicia - czyli warunków, w których mogę myśleć i czuć bez presji.
Czym są dla mnie ramy
Bo ramy to dla mnie:
- jasny plan sesji (wiem, co będzie się działo i w jakiej kolejności),
- informacja, czy dziś wracamy do jakiegoś tematu - czy nie,
- możliwość powiedzenia „stop” bez poczucia, że coś przerywam,
- prawo do bycia w ciszy bez analizy, że to coś znaczy,
- to, że nie wchodzisz nagle w „emocje” - bez uprzedzenia,
- że pytania mają cel i sens, a nie są tylko „dla kontaktu”.
Czym jest dla mnie odbicie
Odbicie (parafraza) to dla mnie:
- usłyszeć moją myśl w twoich słowach - żeby się w niej rozpoznać,
- nie czuć presji, by od razu coś z nią robić,
- nie być przetwarzana na cele terapeutyczne,
- a po prostu być widziana w swojej formie myślenia.
Dlatego proszę cię o
- Nie oczekuj ode mnie, że się otworzę.
- Nie naciskaj na „kontakt”, zanim nie odzyskam kontroli nad sobą.
- Nie traktuj mojego przeciążenia jako oznaki kryzysu wymagającego interwencji.
- Daj mi przestrzeń na zrozumienie, zanim zaczniesz oczekiwać emocji.
- Pomóż mi uporządkować myśli, zanim przejdziemy do „czucia”.
- Szanuj mój sposób myślenia - nawet jeśli nie wygląda jak „emocjonalny rozwój”.
To jest dla mnie realna pomoc. Wszystko inne - nawet z dobrą intencją - pogłębia moje przeciążenie.
Emocje mnie przytłaczają. Jednocześnie się ich nie boję
Mój sposób myślenia nie radzi sobie z ich chaotyczną formą. Często więc ich nie pokazuję, nie przeżywam, nie „współodczuwam”.
Ale to, że nie przeżywam emocji w sposób czytelny dla innych - nie znaczy, że ich nie mam.
Dla mojego systemu poznawczego:
- Emocje = chaos
- Emocje = zanik analizy i orientacji
- Emocje = zbyt mało informacji, by podjąć decyzję
- Emocje w grupie = utrata dostępu do własnego myślenia
- Emocje = coś, co zakłóca jasność, zamiast ją wspierać
Nie dlatego, że nie chcę czuć.
Tylko dlatego, że emocje nie są dla mnie narzędziem organizującym rzeczywistość.
Dla mnie organizuje ją: struktura, sens, logika, przewidywalność.
I może w tym też jest trauma. Ale to nie wszystko.
To jest też architektura mojego umysłu.
Nie chcę już, by każda moja trudność była traktowana jak objaw. Czasem „nie czuję” - bo system wie, że to nie jego droga do przetrwania.
To wszystko. I to już bardzo dużo.